O autorze
Prawnik, zawodowo zajmujący się podatkami. Stały felietonista „Parkietu”, dla którego rubryka gazety specjalistycznej jest zbyt ciasna. Na blogu nie będzie się ograniczał do jednego ulubionego tematu. Jeśli da się połączyć wędkarstwo, modelarstwo i książkę historyczną w jednym – zrobi to!

Podatek tu, podatek tam. A gdzie kościół?

Jest w Polsce wiele instytucji, podmiotów gospodarczych czy grup społecznych, w stosunku do których formułuje się i realizuje postulat zwiększonego opodatkowania. Wszystko w imię dobra publicznego, sprawiedliwości i równości. Wiele z tych postulatów może wydawać się słusznych, choć zwiększone opodatkowanie ma zwykle działanie przeciwskuteczne. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że w dyskusjach na temat równego opodatkowania, dziwnym trafem zawsze omija się kościół katolicki i osoby w nim funkcjonujące. I jednocześnie tłumi się każdy postulat ograniczający finansowanie tej organizacji z budżetu.

Kościół, jako podatnik, ma szczególną pozycję w polskim systemie podatkowym. Teoretycznie w nim występuje i powinien uiszczać daniny, jak wszyscy pozostali, jednak jego pozycja jest kształtowana przez przywileje związane ze specyficznym zwolnieniem przedmiotowym. Dlaczego specyficznym? Ano dlatego, że choć jednostki organizacyjne kościoła nie są zwolnione z podatku dochodowego podmiotowo, tak jak wiele innych instytucji (np. jednostek państwowych), obejmuje je wyjątkowo szerokie zwolnienie przedmiotowe. Nie dość, że szerokie, to jeszcze na tyle ogólne, że w zasadzie nie podlegające jakiejkolwiek kontroli.



Dochody kościelnych osób prawnych z tzw. niegospodarczej działalności statutowej są jeszcze wyłączone z obowiązku prowadzenia jakiejkolwiek dokumentacji, która miałaby walor dokumentacji podatkowej. W praktyce oznacza to, że nie podlegają żadnej kontroli, która mogłaby np. stwierdzić, czy rzeczywiście pochodzą z działalności statutowej. W pozostałej części, tzn. z innej działalności (np. gospodarczej, z najmu, sprzedaży itd.) dochody kościelnych osób prawnych są zwolnione z podatku w części przeznaczonej m.in. na cele kultu religijnego, oświatowo-wychowawcze, naukowe, kulturalne, charytatywno-opiekuńcze, na konserwację zabytków oraz prowadzenie punktów katechetycznych. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że np. „punkty katechetyczne” są dziś zlokalizowane głównie w szkołach opłacanych przez państwo i samorządy, a dotacje na konserwację zabytków, budowę niektórych świątyń czy wspieranie uczelni kościelnych, znajdują swoje źródło w budżecie państwa. Czemu więc służy to zwolnienie?

Przy tak zdefiniowanych regułach w polskim prawie podatkowym ciężko będzie znaleźć dziedzinę, która jest źródłem finansowania kościoła i podlega opodatkowaniu. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na szczególny status osób umocowanych w działalności kościoła - nie pełnią one swoich funkcji w oparciu o umowy, otrzymują nieewidencjonowane lub niepoddające się kontroli dochody i swobodnie nimi dysponują, jedynie w przypadku księży obligując do uiszczania symbolicznego ryczałtu. A przecież redystrybucja dochodów wiernych odbywa się tu w znacznej mierze w kierunku zabezpieczenia potrzeb życiowych księży, zakonników i zakonnic oraz innych „funkcyjnych” w organizacji - potrzeb mieszkalnych, dóbr „doczesnych” i zwykłej konsumpcji. Normalny obywatel zanim zapłaci za prąd, ogrzewanie, usługi komunalne, benzynę, samochód, ubranie i wyżywienie, musi oddać państwu podatek dochodowy, mniej więcej w wysokości piątej części swoich dochodów. U zwykłego podatnika wszystkie otrzymane przez niego darowizny, świadczenia rzeczowe czy nieodpłatne usługi są opodatkowane różnymi taksami. Tymczasem w kościele każda życiowa potrzeba jest zabezpieczane bez odebrania należnej państwu daniny. Oczywiście kościół zatrudnia wiele osób na standardowych zasadach, ale przy okazji „organizuje” dochody w znacznej mierze wyłączone z jakiejkolwiek ewidencji czy opodatkowania, bez kas fiskalnych, rachunków czy umów. O świadczeniach niepieniężnych nawet nie wspominam, bo obostrzenia podatkowe, które przewiduje w tym zakresie prawo podatkowe, dotyczą w zasadzie wyłącznie tych podmiotów, które prowadzą działalność zarobkową.
Warto zwrócić uwagę na to, że inne podmioty funkcjonujące w państwie, również działające w ramach szeroko rozumianego pożytku publicznego, są obarczone licznymi obowiązkami i nie mają tak daleko idących przywilejów. Finanse jednostek publicznych, czyli np. państwowych lub samorządowych, podlegają rygorystycznym zasadom, zaś pracownicy tych jednostek nie mają szans - mimo działania pro publico bono - na żadne nieewidencjonowane dochody, pozostające poza kontrolą państwa. Finanse tzw. NGO, czyli różnych podmiotów działających w ramach ustawowo zdefiniowanego pożytku publicznego również podlegają dużo bardziej ostrym regułom, zwłaszcza, jeśli organizacja pożytku publicznego chce korzystać z odpisu 1% PIT. Na tym tle kościół jawi się jako instytucja wyjęta spoza jakichkolwiek zasad.

Podatkowe uprawnienia tych, którzy deklarują przynależność do kościoła, wyraźnie podkreśla uprzywilejowanie kościelnych podmiotów w świetle prawa. Przepisy podatkowe oraz ustawa regulująca stosunek państwa i kościoła przewidują, że darowizny na kościelną działalność charytatywno-opiekuńczą nie są w żaden sposób limitowane, chociaż takie limity utrzymano w ustawach podatkowych w odniesieniu np. do darowizn przekazywanych na cele pożytku publicznego. Czy oznacza to, że sprawowanie kultu religijnego lub działalność charytatywna kościoła wymaga większego wsparcia państwa i obywateli niż działalność fundacji i stowarzyszeń powołanych w podobnych celach? Stworzona w ten sposób luka nie była w ostatnich latach przedmiotem żadnej publicznej analizy, która pokazywałaby np., jaki jest krąg osób zainteresowanych tego typu darowiznami i obniżeniami podstawy opodatkowania. Ponieważ finanse kościelne są w zasadzie niejawne i nie podlegają jakiejkolwiek, realnej kontroli społecznej można zakładać, że również tu istnieje szara strefa, będąca prawdopodobnie źródłem nadużyć.

Finansowanie kościoła katolickiego w Polsce jest tematem tabu. Ujawniane są jedynie bardzo ogólne lub szczątkowe dane, które ciężko poddać jakiejś precyzyjnej ocenie. Zapewne i to jest przyczyną, że nie ma w Polsce żadnej publicznej debaty na temat opodatkowania organizacji kościelnych, które z jednej strony korzystają z szerokich i licznych zwolnień podatkowych, a z drugiej strony otrzymują wsparcie podatników poprzez budżet państwa. Tymczasem państwo prowadzi liczne działania dyscyplinujące podatników lub uszczelniające system podatkowy, które dziwnym trafem omijają właśnie kościół katolicki i ten fragment całego systemu podatkowego.
Trwa ładowanie komentarzy...